Nagle znowu to poczułam... Jakby ktoś dyszał mi na kark.
Odwróciłam się i naturalnie nic nie zobaczyłam. Przecież potwory nie istnieją, ale duchy już tak.
Nie krzyczałam...wiedziałam, że "To" właśnie tego chce- Mojego strachu.
Odwróciłam się i zaczęłam biec. Zazwyczaj goniły mnie przez chwilę, a później po prostu rezygnowały.
Wbiegłam na jakieś trawiaste boisko. Stwór był strasznie blisko mnie.
Poczułam jak zimne i stwardniałe palce chwytają mnie za ramię...
...
Obudziłam się z krzykiem.
Ten sen nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu, nie wiem co się ze mną dzieje, może powinnam iść do lekarza?
Nadal roztrzęsiona, próbowałam odkręcić pudełeczko z lekami uspakajającymi. Przecież jak tak dalej pójdzie to zejdę na zawał. Starałam się uspokoić oddech, ale nie mogłam, otworzyłam okno.
Poczułam jak zimne i stwardniałe palce chwytają mnie za ramię...
...
Obudziłam się z krzykiem.
Ten sen nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu, nie wiem co się ze mną dzieje, może powinnam iść do lekarza?
Nadal roztrzęsiona, próbowałam odkręcić pudełeczko z lekami uspakajającymi. Przecież jak tak dalej pójdzie to zejdę na zawał. Starałam się uspokoić oddech, ale nie mogłam, otworzyłam okno.
Chyba za długo spałam, bo na zewnątrz zrobiło się szaro.
Drżącymi rękoma wciągnęłam bluzkę i poszarpane,czarne jeansy, wiązaniem glanów się nie przejmowałam. Cicho, by nie obudzić rodziców ruszyłam w stronę drzwi, a podmuch wiatru szarpnął moimi włosami.
Zastanawiałam się chwilę, czy mogę zostawić je tak po prostu otwarte, czy lepiej zamknąć na klucz.
W końcu gdybym nie wróciła przed pobudką rodziców mogłabym dostać poważny wykład na temat dbania o bezpieczeństwo własne i rodziny... Nie chciałam słuchać tego po raz kolejny.
W idealnej ciszy wróciłam do pokoju po klucze, ciesząc się, że w dzieciństwie ćwiczyłam cichutkie wymykanie się po słodycze do kuchni.
Stwierdziłam, że nie ma sensu wracać do drzwi, więc wymknęłam się przez balkon ponownie chwytając się ukochanych ozdób mojej rodzicielki.
"Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała się tłumaczyć z dewastacji balkonowego ogrodzenia"- pomyślałam i puściłam się barierki lądując ciężko na tyłku.
"No cóż... Zwinnością i poczuciem równowagi nie grzeszę"
-Ciekawe czy te sny to nie efekt dragów - szepnęłam i szybko odepchnęłam od siebie tę myśl, nie chciałam się tym teraz przejmować.
Na zewnątrz było chłodno, żałowałam, że nie wzięłam bluzy.
Pójście do parku okazało się jednym z moich najgorszych pomysłów (A było ich bardzo dużo).
Cisza, jak z mojego snu przerażała mnie, a od zimna moje nogi i ręce nie chciały mnie słuchać.
"Zabiję cię. Wykończę cię powoli, będę obserwował wijącą się w męczarniach..."- usłyszałam nagle szept w mojej głowie.
Rozejrzałam się niepewnie. Słyszałam głosy już wcześniej, ale nigdy mi nie groziły.
Owszem widzę i słyszę duchy i to wcale nie jest zabawne, bo nie jestem jakąś "Zaklinaczką Duchów".
Czułam, że tym razem to nie był duch... To było coś o wiele potężniejszego, no i chciało mnie zabić!
Spanikowana przyśpieszyłam idąc w stronę lasu (Może to było głupie posunięcie z mojej strony, ale to właśnie w lecie czułam się najbezpieczniej).
"Nie uciekniesz"
Cholera, to coś szło za mną.
"Skoro chcesz mnie wykończyć, to może chociaż się pokaż" - pomyślałam wyobrażając sobie to tak jakbym właśnie rzuciła wyzwanie mojemu prześladowcy.
"A nie mogę się jeszcze trochę z tobą podroczyć?" - usłyszałam cichy szept koło ucha. Nie spodziewałam się odpowiedzi, a to, że to coś chciało ze mną dyskutować dało mi pewność, że jednak jestem bezpieczna, przynajmniej póki go nie zdenerwuję.
-Możesz dać mi spokój? Nie mam ochoty na zabawę - mimo woli uśmiechnęłam się, miałam towarzystwo, co prawda trochę nieproszone, ale to zawsze coś.
-Słyszę twoje myśli, nie masz prawa czuć się bezpiecznie w obecności demona - powiedział widocznie rozbawiony.
-A więc może się pokażesz... demonie - rzuciłam ironicznie.
Przerażona podskoczyłam z krzykiem. Musiał materializować się akurat koło mnie?!
-A jednak się mnie boisz - skwitował z uśmiechem odsłaniając równiutki rząd białych zębów.
Wyglądał jak człowiek... No może poza oczami, bo były całe czarne, a przepełniała je złowroga pustka.
Był wysoki i miał czarne włosy sięgające do końca szyi, a jego nieźle umięśniony tors opinała biała koszulka.
Jak można być tak chudym, a jednocześnie tak umięśnionym?
-Mhm - mruknęłam. Nie oszukujmy się, dużo myślę, a mało mówię. Przeważnie wyrażam swoje zdanie w krótkim "Mhm, tak lub nie".
W szkole wielu ludzi próbowało się ze mną porozumieć, lecz nie udało się to nawet nauczycielom, później zostałam uznana za niereformowalną dziwaczkę i odsunięta na margines społeczności. Nie to, żeby mi to nie pasowało, cieszyłam się bardzo, że wreszcie dali mi spokój. Wolałam ciszę niż nieustające szczebiotanie typowych plastików o tym jaki to zajebiście uroczy błyszczyk kupiły na wyprzedaży... Serio, nie wiele im do szczęści potrzeba.
-O czym tak usilnie rozmyślasz? - przerwał mi głos demona, o którym całkiem zapomniałam zapatrując się w las ciągnący się przede mną.
-Jeszcze tu jesteś? - warknęłam i zacisnęłam wymownie usta powstrzymując się od dalszych, złośliwych uwag.
-Wybacz, że jestem tak natręty i zapytałem o czym myślisz zamiast znów skanować twoje myśli - wyrecytował jednym tchem. Był w tym niezły.
Demon... Nawet przystojny, ale to w końcu demon!
Czułam, że mi się przygląda.
-Skoro, aż tak irytuje cię moja obecność to żegnaj - syknął obrażony i zniknął zaraz po tym.
Zostałam sama, nagle zrobiło się jakoś dziwnie pusto. Być może zatęskniłam za towarzystwem denerwującego demona? Nawet nie wiem jak ma na imię, ale pewnie już odstraszyłam go swoim paskudnym charakterem.
Swoją drogą... Od kiedy demony są takie uczuciowe (jeśli tak można nazwać obrazę tego, który przed chwilą stał koło mnie), nie powinny być bezwzględne i paskudne oraz z lekka odrażające?
Dałam sobie wreszcie spokój z rozmyślaniem na ten temat i truchtem (co w glanach było nie lada wyczynem) wróciłam do domu.
Na moje szczęście rodzice jeszcze spali.
Wślizgnęłam się cicho do swojego pokoju i sięgnęłam po moje stare, kochane mp3.
Słuchanie The Calling zawsze w jakimś stopniu mnie relaksowało. Rzuciłam się na łóżko i pisnęłam przerażona (kolejny raz tego ranka). Leżał na nim demon.
Spojrzałam na niego, a ten chyba skumał, że jeśli nie odsunie się na bezpieczną odległość może dostać glanem w głowę.
-Cholera! Dziewczyno czy ty chcesz mnie zabić?! - spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
Uspokoiłam się na tyle, że zdołałam odpowiedzieć na jego pytanie ironią.
-Bardziej tego pająka za tobą - mruknęłam niezrozumiale i zaraz tego pożałowałam. Demon (muszę zapytać go o imię, bo coś czuję, że szybko się go nie pozbędę) wskoczył na szafkę przewracając przy tym wazon, który spadł i nie dość, że się stłukł to narobił przy tym niezłego hałasu.
Chłopak spojrzał na mnie przerażony.
-Poszedł? - zapytał cicho.
Mimo woli uśmiechnęłam się (już drugi raz tego dnia, nieźle).
Oczywiście moja radość nie trwała długo, szczególnie kiedy uświadomiłam sobie, że roztrzaskujący się wazon mógł obudzić rodziców, którzy zaraz przybiegną tu przerażeni, pewni tego, że to kolejny mój napad niepohamowanej furii, podczas której rozwalam wszystko na swojej drodze (błagam nie jestem już w gimnazjum, a oni cały czas się tego czepiają i prowadzają do psychologa jak jakąś świruske).
-Tsa - mruknęłam. - Teraz siedź cicho.
Ku mojej radości z dołu nie dochodziły dźwięki krzątaniny, więc chyba ten wazon ich nie obudził.
Spojrzałam na demona groźnie, znów mrużąc oczy i zaciskając usta.
-Chyba już pójdę - stwierdził i po prostu zniknął.
Wreszcie zostałam sama i mogłam w spokoju posłuchać The Calling.
------------------------------------------------------------------------------------
Tak oto macie drugi rozdział. Liczę na waszą aktywność, no i oczywiście jeśli mogłabym prosić to też na komentarze.
Jeśli ktoś nie kojarzy zespołu "The Calling" To poniżej znajdzie próbkę ich zajebistości.
http://youtu.be/pnUEiEW8lmc
W końcu gdybym nie wróciła przed pobudką rodziców mogłabym dostać poważny wykład na temat dbania o bezpieczeństwo własne i rodziny... Nie chciałam słuchać tego po raz kolejny.
W idealnej ciszy wróciłam do pokoju po klucze, ciesząc się, że w dzieciństwie ćwiczyłam cichutkie wymykanie się po słodycze do kuchni.
Stwierdziłam, że nie ma sensu wracać do drzwi, więc wymknęłam się przez balkon ponownie chwytając się ukochanych ozdób mojej rodzicielki.
"Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała się tłumaczyć z dewastacji balkonowego ogrodzenia"- pomyślałam i puściłam się barierki lądując ciężko na tyłku.
"No cóż... Zwinnością i poczuciem równowagi nie grzeszę"
-Ciekawe czy te sny to nie efekt dragów - szepnęłam i szybko odepchnęłam od siebie tę myśl, nie chciałam się tym teraz przejmować.
Na zewnątrz było chłodno, żałowałam, że nie wzięłam bluzy.
Pójście do parku okazało się jednym z moich najgorszych pomysłów (A było ich bardzo dużo).
Cisza, jak z mojego snu przerażała mnie, a od zimna moje nogi i ręce nie chciały mnie słuchać.
"Zabiję cię. Wykończę cię powoli, będę obserwował wijącą się w męczarniach..."- usłyszałam nagle szept w mojej głowie.
Rozejrzałam się niepewnie. Słyszałam głosy już wcześniej, ale nigdy mi nie groziły.
Owszem widzę i słyszę duchy i to wcale nie jest zabawne, bo nie jestem jakąś "Zaklinaczką Duchów".
Czułam, że tym razem to nie był duch... To było coś o wiele potężniejszego, no i chciało mnie zabić!
Spanikowana przyśpieszyłam idąc w stronę lasu (Może to było głupie posunięcie z mojej strony, ale to właśnie w lecie czułam się najbezpieczniej).
"Nie uciekniesz"
Cholera, to coś szło za mną.
"Skoro chcesz mnie wykończyć, to może chociaż się pokaż" - pomyślałam wyobrażając sobie to tak jakbym właśnie rzuciła wyzwanie mojemu prześladowcy.
"A nie mogę się jeszcze trochę z tobą podroczyć?" - usłyszałam cichy szept koło ucha. Nie spodziewałam się odpowiedzi, a to, że to coś chciało ze mną dyskutować dało mi pewność, że jednak jestem bezpieczna, przynajmniej póki go nie zdenerwuję.
-Możesz dać mi spokój? Nie mam ochoty na zabawę - mimo woli uśmiechnęłam się, miałam towarzystwo, co prawda trochę nieproszone, ale to zawsze coś.
-Słyszę twoje myśli, nie masz prawa czuć się bezpiecznie w obecności demona - powiedział widocznie rozbawiony.
-A więc może się pokażesz... demonie - rzuciłam ironicznie.
Przerażona podskoczyłam z krzykiem. Musiał materializować się akurat koło mnie?!
-A jednak się mnie boisz - skwitował z uśmiechem odsłaniając równiutki rząd białych zębów.
Wyglądał jak człowiek... No może poza oczami, bo były całe czarne, a przepełniała je złowroga pustka.
Był wysoki i miał czarne włosy sięgające do końca szyi, a jego nieźle umięśniony tors opinała biała koszulka.
Jak można być tak chudym, a jednocześnie tak umięśnionym?
-Mhm - mruknęłam. Nie oszukujmy się, dużo myślę, a mało mówię. Przeważnie wyrażam swoje zdanie w krótkim "Mhm, tak lub nie".
W szkole wielu ludzi próbowało się ze mną porozumieć, lecz nie udało się to nawet nauczycielom, później zostałam uznana za niereformowalną dziwaczkę i odsunięta na margines społeczności. Nie to, żeby mi to nie pasowało, cieszyłam się bardzo, że wreszcie dali mi spokój. Wolałam ciszę niż nieustające szczebiotanie typowych plastików o tym jaki to zajebiście uroczy błyszczyk kupiły na wyprzedaży... Serio, nie wiele im do szczęści potrzeba.
-O czym tak usilnie rozmyślasz? - przerwał mi głos demona, o którym całkiem zapomniałam zapatrując się w las ciągnący się przede mną.
-Jeszcze tu jesteś? - warknęłam i zacisnęłam wymownie usta powstrzymując się od dalszych, złośliwych uwag.
-Wybacz, że jestem tak natręty i zapytałem o czym myślisz zamiast znów skanować twoje myśli - wyrecytował jednym tchem. Był w tym niezły.
Demon... Nawet przystojny, ale to w końcu demon!
Czułam, że mi się przygląda.
-Skoro, aż tak irytuje cię moja obecność to żegnaj - syknął obrażony i zniknął zaraz po tym.
Zostałam sama, nagle zrobiło się jakoś dziwnie pusto. Być może zatęskniłam za towarzystwem denerwującego demona? Nawet nie wiem jak ma na imię, ale pewnie już odstraszyłam go swoim paskudnym charakterem.
Swoją drogą... Od kiedy demony są takie uczuciowe (jeśli tak można nazwać obrazę tego, który przed chwilą stał koło mnie), nie powinny być bezwzględne i paskudne oraz z lekka odrażające?
Dałam sobie wreszcie spokój z rozmyślaniem na ten temat i truchtem (co w glanach było nie lada wyczynem) wróciłam do domu.
Na moje szczęście rodzice jeszcze spali.
Wślizgnęłam się cicho do swojego pokoju i sięgnęłam po moje stare, kochane mp3.
Słuchanie The Calling zawsze w jakimś stopniu mnie relaksowało. Rzuciłam się na łóżko i pisnęłam przerażona (kolejny raz tego ranka). Leżał na nim demon.
Spojrzałam na niego, a ten chyba skumał, że jeśli nie odsunie się na bezpieczną odległość może dostać glanem w głowę.
-Cholera! Dziewczyno czy ty chcesz mnie zabić?! - spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.
Uspokoiłam się na tyle, że zdołałam odpowiedzieć na jego pytanie ironią.
-Bardziej tego pająka za tobą - mruknęłam niezrozumiale i zaraz tego pożałowałam. Demon (muszę zapytać go o imię, bo coś czuję, że szybko się go nie pozbędę) wskoczył na szafkę przewracając przy tym wazon, który spadł i nie dość, że się stłukł to narobił przy tym niezłego hałasu.
Chłopak spojrzał na mnie przerażony.
-Poszedł? - zapytał cicho.
Mimo woli uśmiechnęłam się (już drugi raz tego dnia, nieźle).
Oczywiście moja radość nie trwała długo, szczególnie kiedy uświadomiłam sobie, że roztrzaskujący się wazon mógł obudzić rodziców, którzy zaraz przybiegną tu przerażeni, pewni tego, że to kolejny mój napad niepohamowanej furii, podczas której rozwalam wszystko na swojej drodze (błagam nie jestem już w gimnazjum, a oni cały czas się tego czepiają i prowadzają do psychologa jak jakąś świruske).
-Tsa - mruknęłam. - Teraz siedź cicho.
Ku mojej radości z dołu nie dochodziły dźwięki krzątaniny, więc chyba ten wazon ich nie obudził.
Spojrzałam na demona groźnie, znów mrużąc oczy i zaciskając usta.
-Chyba już pójdę - stwierdził i po prostu zniknął.
Wreszcie zostałam sama i mogłam w spokoju posłuchać The Calling.
------------------------------------------------------------------------------------
Tak oto macie drugi rozdział. Liczę na waszą aktywność, no i oczywiście jeśli mogłabym prosić to też na komentarze.
Jeśli ktoś nie kojarzy zespołu "The Calling" To poniżej znajdzie próbkę ich zajebistości.
http://youtu.be/pnUEiEW8lmc